TRASA WYPRAWY


trasa 
wyprawy

Rozmiar: 1847 bajtów

WSTĘP I PRZYGOTOWANIA

W poniższym opisie starałem się pominąć informacje, które możecie znaleźć w przewodnikach lub na turystycznych stronach internetowych typu Lonely Planet, Pascal. Jest to dziennik z podroży, w którym, mam nadzieje, że znajdziecie wiele praktycznych wskazówek na temat wyjazdu do Peru.

Do Peru wyruszyłem z moim kumplem Marcinem na początku lipca 2001. Jednak przygotowania trwały znacznie dłużej - od marca 2001 r. Podróż zaplanowaliśmy w oparciu o informacje z Internetu (szczególnie pomocne były prywatne strony osób, które wcześniej zwiedziły Peru) i przewodniki. W tym miejscu chciałbym przestrzec przed polskimi przewodnikami: Pascala o Ameryce Południowe i 'Peru' pani Kralewskiej. Informacje w obu tych pozycjach są bardzo lakoniczne. W zasadzie autorzy poprzestali na wymieniu najważniejszych miejsc, zabytków, które należy zwiedzić. Natomiast bardzo brakuje szczegółowych opisów. Było to uciążliwe w trakcie podróży. Znacznie lepiej prezentują się przewodniki obcojęzyczne np. angielska wersja Lonely Planet i informacje z prywatnych stron internetowych.

Kolejnym etapem przygotowań było wykupieniu biletu na podróż do Peru. Jak to zazwyczaj w naszym pięknym kraju bywa, najdroższe bilety były w Polsce. Dużo taniej można było kupić bilety w Niemczech np. przez Internet. Najwyższe ceny biletów są w lipcu i sierpniu. Ze względów finansowych i klimatycznych najlepiej wybrać się do Peru w maju lub wrześniu. Za bilet w obie strony kupiony w niemieckim biurze podróży zapłaciliśmy ok. DM 1700. Aby obniżyć koszty związane z podróżą (jest zasadnicza część kosztów) można zaryzykować tzw. last minute, czyli pojechać 'w ciemno' np. do Berlina i tam próbować kupić bilet do Peru w licznych biurach podroży po bardzo atrakcyjnych cenach. Zazwyczaj wylot następuje w ciągu trzech dni. Niemniej jednak nie polecam tej metody, gdy wybieracie się do Ameryki Południowej w lipcu i sierpniu. Z reguły wszystkie miejsca w tych terminach są dużo wcześniej zarezerwowane. Już w maju mieliśmy problem z kupnem po konkurencyjnej cenie biletu na lipiec. Zaoferowano nam praktycznie tylko jedną opcje - z Berlina do Limy via Santiago de Chile. Niezbędne zakupy (co kupić - opisują przewodniki) i w końcu wyjazd.


Rozmiar: 1847 bajtów

PODRÓŻ

Droga do Peru była długa, ciekawa i niespecjalnie męcząca. Zaczęliśmy od pociągu z Warszawy do Berlina (bilet powrotny ok. 250 zł). Z lotniska Tegel w Berlinie wylecieliśmy do Madrytu. Po kilku godzinach oczekiwania na samolot do Santiago de Chile, lot przez Atlantyk. Wprawdzie trasa do Santiago wydłużyła podroż, ale dzięki temu po raz pierwszy przekroczyłem, a w zasadzie przeleciałem nad równikiem i dwoma zwrotnikami. Jedzenie na liniach LAN Chile znośne, a poza tym emitowali całkiem ciekawe filmy na video. Po kilkunastu godzinach lotu postawiłem po raz pierwszy stopę na kontynencie południowoamerykańskim. I w końcu ostatni etap: Santiago de Chile - Lima. W czasie lotu podziwialiśmy przepiękne Andy.


Rozmiar: 1847 bajtów

LIMA PO RAZ PIERWSZY

Po opuszczeniu zapuszczonego lotniska w Limie obległ nas tłum taksówkarzy. W Peru jest dużo taksówek i są one bardzo tanie. Dla przykładu w Limie, Cusco lub Arequipie ok. 70-80% poruszających się po ulicach samochodów to taksówki. Dość często korzystaliśmy z ich usług, rzadko płacąc więcej niż 12 soli za kurs (3,5 sola =$1). Przy czym trzeba pamiętać o jednej zasadzie - taryfę należy uzgadniać przed jazdą. Pozwoli to uniknąć przykrych niespodzianek przy płaceniu. Po kilku minutach targów z taksówkarzami (bardzo ważne - w Peru należy się niemal wszędzie targować) wsiedliśmy do samochodu i dostosowując się do rady kierowcy pojechaliśmy do Miraflores. W czasie jazdy gawędziliśmy w "Spanglish" ;) z taksówkarzem. Na podstawie tej rozmowy i późniejszych kontaktów z tubylcami zorientowaliśmy się, że wiedza Peruwiańczyków o Polsce ogranicza się do Ojca Świętego i Malinowskiego. Zresztą trudno się temu dziwić, gdyż wiedzą Polaków o Peru zapewne ogranicza się do Malinowskiego i Świetlistego Szlaku. Co jest stolicą Peru - może 25% dorosłych Polaków zna odpowiedź na to pytanie.

W Miraflores znaleźliśmy nocleg za $25 (był to nasz najdroższy nocleg w Peru). Po krótkim odpoczynku poszliśmy na spacer po tej dzielnicy. Poza Centrum Handlowym i wybrzeżem Pacyfiku nic ciekawego tam nie znaleźliśmy.

Następnego poranka pojechaliśmy taksówką na lotnisko i kupiliśmy za $69 +12 soli(podatek) bilet do Cusco. Odlot samolotu opóźnił się o 1 h. Ale warto było poczekać, znów lecieliśmy nad Andami.


Rozmiar: 1847 bajtów

CUSCO I OKOLICE

W Cusco znaleźliśmy nocleg w samym centrum miasta, czyli na Plaza de Armas po 10 soli od osoby. Praktycznie centrum każdego miasta w Peru to Plac Broni. Jeżeli się zgubicie lub nie będzie wiedzieli gdzie jest centrum, zawsze pytajcie o Plaza de Armas.

Pierwszy dzień pobytu rozpoczęliśmy od Mate de Coca, czyli herbatki z liści koki. Ta herbatka jak i liści koki są powszechnie dostępne w Peru. W jednym ze sklepów sprzedawali Mate de Coca w postaci naszej herbaty ekspresowej. Mate de Coca czy żucie liści koki pozwalają na szybsze dostosowanie się organizmu do zmiany wysokości. Cusco leży 3400 m npm. Do nowych warunków dostosowaliśmy się w miarę szybko, co ciekawe dopiero na drugi dzień odczuwałem lekki ból głowy.Katedra w CuscoPo popołudniowej filiżance peruwiańskiej herbatki ruszyliśmy na zwiedzaniu Cusco. Na początek musieliśmy wydać $10 na kartę wstępu do prawie wszystkich zabytków w Cusco i najbliższej okolicy. Największe wrażenie zrobiły na mnie:

Kolejne dwa dni spędziliśmy na zwiedzaniu okolic Cusco. I tak zobaczyliśmy:

To było dla duszy, a dla ciała - świnka morska (17soli). Koniecznie trzeba było spróbować narodowedanie Peruwiańczyków, ale więcej było krojenia i dłubania niż jedzenia. Wieczory w Cusco spędzaliśmy na podrywaniu miejscowych kelnerek, zabawie w czasie festynów i obserwowaniu pokazów tańców indiańskich.


Rozmiar: 1847 bajtów

MACHU PICCHU

Po kilkudniowej aklimatyzacji w Cusco wyruszyliśmy do Machu Picchu.Jest dostępnych kilka opcji tej wycieczki:

Jak to zazwyczaj w życiu bywa wybraliśmy opcję środkową- 2 dniowy Inca Trail. Teraz trochę żałuję, że nie poszliśmy na 4 dniowy.

Wyprawę rozpoczęliśmy na tzw. 104 km. Po męczącym całodziennym marszu w otoczeniu przepięknej górskiej przyrody dotarliśmy do Winaywayna. Górska przyroda w Andach na wysokości ok. 2500-3000 m npm. zupełnie nie przypomina europejskiej wysokogórskiej roślinności, jest bardzo bujna i najczęściej liściasta. Winaywayna - dobrze zachowane zabytki z okresu świetności Inków. Ruiny można podzielić na 3 części: mieszkalną, uprawną i obroną.

Po nocy spędzonej w namiocie o 4 rano wyruszyliśmy do Machu Picchu. Zabytek (wejście na teren ruin $30) zrobił na wszystkich uczestnikach wyprawy duże wrażenie.Machu 
Picchu i góra Wayna Picchu W okresie świetności mieszkało w mieście ok. 1000 osób wywodzących się z różnych klas społecznych. Przeważali duchowni i przedstawiciele klasy panującej. Po 2-3 godzinnym zwiedzaniu ruin od 'środka' weszliśmy na górującą nad Machu Picchu górę - Wayna Picchu. Półtoragodzinna wspinaczka opłaciła się. Ze szczytu roztaczał się przepiękny widok zarówno na miasto Inków jak i otaczająca egzotyczną przyrodę.

Wycieczka na Machu Picchu miała również aspekt towarzyski. Towarzyszami wprawy byli Francuzi, Żydzi a przede wszystkim bardzo sympatyczna Norweżka i dwie sexowne Brazylijki. Wdziękom tych ostatnich bardzo trudno było się oprzeć w czasie zimnej nocy spędzonej wysoko w Andach. Inca Trail miała tylko jeden mankament. Nasza przewodniczka znała mizernie angielski i jej komentarze na temat Machu Picchu i innych zabytków były bardzo ubogie. Do Cusco wróciliśmy pociągiem. Bilet kosztował $25.


Rozmiar: 1847 bajtów

PUNO, TITICACA I SILLUSTANI

Ostatnia noc w Cusco i z samego rana pojechaliśmy autokarem do Puno ($35). Niesamowita podróż wąskimi i krętymi drogami wśród Andów. W Puno znajdujemy nocleg za 12 soli od osoby. Pierwszy dzień poświęcamy na zwiedzenie miasta leżącego nad najwyżej położonym na świecie jeziorem żeglownym Titicaca. Wieczorem wykupiliśmy wycieczkę na wyspy Uros i Taquile (24 sole). Następnego dnia z samego rana wyruszamy motorówką na Uros.

Wyspy Uros wykonane są z trzciny. Wytrzymałość konstrukcji tych wysp wynosi ok. 20 lat. Po tym okresie Indianie Ajmara odnawiają wierzchnią warstwę i żyją sobie dalej. Na jeziorze Titicaca jest ok. 40 'trzcinowych wysp'. Jedynie 15 z nich jest dostępnych dla turystów. Indianie mieszkający na tych wyspach żyją z turystów. Społeczności pozostałych wysp postanowiły żyć zgodnie ze zwyczajami swoich przodków. Trudnią się oni rybołówstwem. Złowione ryby sprzedają na targu w Puno i kupują potrzebne im do życia produkty. Po zejściu na jedną z tych turystycznych wysp odniosłem wrażenie ze stąpam po rozrzuconych snopkach. Przy każdym kroku stopy zapadały się na kilkanaście centymetrów. Na wyspie było kilkanaście chatek zrobionych również z trzciny. Przed każdą z tych chatek siedziała Indianka, która handlowała pamiąteczkami. Ciekawą atrakcją turystyczną był kroczący królewskim krokiem flaming. Bardzo chętnie pozował do zdjęć i nie chciał za to soli. Na zakończenie przepłynęliśmy łódką zrobioną z trzciny na sąsiednia wyspę.

Następnym etapem była Taquile. Wyspa ta jest ciekawa ze względu na zwyczaje mieszkających tam 2500 Indian. Żyją oni w 60 wspólnotach. Zgodnie z tradycją żonaci mężczyźni noszą czerwone czapki, starszyzna wielokolorowe, a kawalerowie - biało czerwone. Kobiety obowiązkowo okrywają głowy i ramiona czarnymi chustami z kolorowymi paskami. Przy czym panny noszą chustki ten sposób, że kolorowy pasek znajduje się na dole, a mężatki - na górze. Ale najbardziej ciekawe są zwyczaje 'godowe' tej społeczności. Jeżeli jakaś para decyduje się pobrać musi przez 1-2 lata mieszkać ze sobą na zasadzie tzw. kociej łapy. W czasie tego okresu kochankowie nie mogą mieć dzieci. Aby ta zasada mogła być przestrzegana w dawnych czasach kobiety zażywały środki antykoncepcyjne w postaci wywarów z tamtejszych roślin. Dzisiaj Indianie naturalną antykoncepcje zastąpili prezerwatywami. Po okresie próbnym para podejmuje ostateczną decyzję. Jeżeli chcą być ze sobą na całe życie, organizowana jest ceremonia ślubna. Na ślub zapraszany jest ksiądz katolicki w Puno. Uroczystość ma miejsce w Kaplicy na Taquile i przebiega zgodnie z procedurami obowiązującymi w naszej religii. Ciekawa jest również zabawa weselna. Trwa ona ok. 3 dni. Przez ten czas państwo młodzi cały czas siedzą przy stole, a bawią się tylko zaproszeni goście. Większość mieszkańców wyspy pracuje w turystyce. Na wyspie jest bardzo dużo knajp i prawie na każdej z nich można znaleźć logo coca-coli.

Po powrocie udaliśmy się na zasłużony wypoczynek. Następnego dnia czekało nas zwiedzanie grobowców Indian w Sillustani. Położone jest ono 4000 m. npm przy jeziorze Umayo. W miejscu tym początkowo Indianie Ajmara, a później Inkowie chowali swoich zmarłych. W tym celu budowali wieże, w których składali zmumifikowane ciała w pozycji embrionalnej. Na terenie Sillustani występuje 3 rodzaje grobowców: Wysokie, całe wystające ponad poziom gruntu. Składano tam zmarłych z tzw. wyższych klas. Oczywiście największe grobowce pobudowali Inkowie ok. 12 m. Średnie, częściowo schowane pod ziemią. Budowane były dla zmarłych wywodzących się ze średnich stanów. Najmniejsze, całkowicie schowane pod ziemią, przeznaczone były dla większości czyli pospólstwa. Niedaleko grobowców znajduje się muzeum, w którym można obejrzeć m.in. zmumifikowane szczątki Indian z grobowców Sillustani.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w małej wsi. Akurat w tym dniu mieszkańcy świętowali rocznicę powstanie miejscowości. Festyn był niezwykle barwny. Mieszkańcy poubierani w tradycyjne stroje świetnie bawili się przy indiańskiej muzyce i piwie. Bardzo się ucieszyli z przyjazdu turystów. Zostaliśmy zaproszenie do wspólnego świętowania. Po pysznej zabawie wróciliśmy do Puno, spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy do Arequipy


Rozmiar: 1847 bajtów

AREQUIPA

Po całonocnej podróży znaleźliśmy B & B niedaleko centrum miasta, Plaza de Armas ;), po 15 soli od osoby. Katedra 
w ArequipiePierwszy dzień spędziliśmy na zwiedzaniu miasta. Największe wrażenie zrobiła na mnie katedra ze zniszczoną jedną więżą i bardzo uszkodzoną podstawą drugiej. Wieże zostały uszkodzone w czasie czerwcowego(2001) trzęsienia ziemia. Niestety ze względu na rezultaty owego trzęsienia katedrę można było podziwiać jedynie z zewnątrz. Poza uszkodzeniem katedry i popękanymi drogami na rogatkach miasta nie było widać specjalnych zniszczeń wywołanych przez tą katastrofę.

Następnie udaliśmy się do klasztoru Santa Catalina. Był (a w zasadzie jest) to żeński klasztor zamknięty. Tylko wybrane siostry miały ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym. Został on założony w 1579 roku. Teren klasztoru obejmuje ok. 20 000 ha !!! Miasteczko klasztorne zostało tak zorganizowane, żeby przypominało zakonnicom ukochaną Hiszpanię np. alejki mają nazwy hiszpańskich miast. Początkowo zakonnice żyły w klasztorze na równych prawach. W wyniku trzęsienia ziemi klasztor został niemalże doszczętnie zburzony. Do jego odbudowy potrzebne były duże pieniądze. W tym celu postanowiono zrezygnować z zasad równouprawnienia. Pozycja i standard życia w zakonie zależał od wielkości składki jaką wpłacała corocznie na rzecz klasztoru rodzina zakonnicy. Siostry wywodzące się z bogatszych rodzin miały wygodniejsze cele, czasem nawet z ogródkiem, mniej obowiązków, a w ekstremalnych warunkach nawet służbę złożoną z innych sióstr. Dopiero w 1870 r. zniesiono w klasztorze przywileje i wszystkie siostry zaczęły żyć na tych samych zasadach. A sto lat później otwarto klasztor dla zwiedzających.

Następnego dnia wybraliśmy się na dwudniową wspinaczkę na wulkan Chachani (6070 m npm). Już na wysokości 4000 m zaczęło brakować mi powietrza. Wspinaczka na wulkan Chachani. W tle namiot, w którym spędziłem
niezapomnianą noc w temperaturze -10 stopni Idziemy bardzo powoli w małej grupie złożonej z ładnej Francuski, dwójki Niemców, Amerykanina, przewodnika, Marcina i mnie. Pierwszego dnia docieramy na wysokość ok. 5600 m npm. Drugiego dnia w planie jest wejście na sam szczyt. Z całej wędrówki najbardziej zapamiętałem noc spędzoną w namiocie w temperaturze -10 stopni. Zamiast spać, całą noc się trząsłem z zimna.

Po powrocie z morderczej wyprawy wybraliśmy się na zwiedzanie Muzeum Santuarios Andinos. W muzeum znajduje się świetnie zachowana mumia Juanity. Mumia 13-15 letniej pięknej dziewczyny została znaleziona w 1995 r. na zboczu wulkanu Ampato. Nazwę otrzymała od imienia jej odkrywcy dr Reinharda. Juanita była jedną z dziewcząt, które w czasie panowania Inków zostały złożone w ofierze bogu Apu Ampato. Wszystkie ofiary musiały być młodymi, pięknymi dziewicami (widać, że u Indian wiek inicjacji seksualnej dziewcząt, przynajmniej tych ładniejszych następował dość wcześnie). Prawdopodobnie Juanita szła na szczyt wulkanu w procesji z indiańskimi szamanami. Na wysokości ok. 6300 m npm w przeraźliwym zimnie zostały odprawione religijne obrzędy w trakcie których podawano dziewczynie środki odurzające. Pod koniec ceremonii uderzeniem ciężkim przedmiotem w prawą skroń zabito Juanitę. Zwłoki owinięto w specjalny materiał i wraz z różnymi amuletami złożono w pobliżu krateru.

Kolejnym etapem wędrówki był najgłębszy kanion świata Canion Colca. Dwudniowa wycieczka kosztowała $17. Podróż do Canionu wiodła przez bardzo piaszczyste drogi. Mniej więcej po półgodzinie jazdy busikiem byliśmy bardzo zakurzeni. Trudy podróży rekompensowały nam piękne widoki otaczających gór. Po kilkugodzinnej podróży w towarzystwie zabawnych Irlandek dojechaliśmy do Chivay. Tam zjedliśmy po ogromnym i wyśmienitym pstrągu i udaliśmy się do hotelu. Wieczorem moczyliśmy się w gorących źródłach. Spotkanie z orłem w drodze do Kanionu ColcaDostępne były dwa baseny, jeden na zewnątrz budynku, drugi wewnątrz. Szczególnie ciekawy była kąpiel w basenie na zewnątrz. Kąpiąc się w temperaturze ok. 40 stopni można było podziwiać przepiękny krajobraz górski i stojące w pobliżu basenu co ładniejsze turystki ubrane w zimowe kurtki. Po kąpieli przyszedł czas na kolacje. Ucztę urozmaicały pokazy indiańskich tańców. W miarę upływu czasu do profesjonalnych tancerzy dołączyli wszyscy biesiadnicy. Świetna zabawa trwała do północy.

Następnego dnia o 5.30 wyruszyliśmy do Cruz de Condor. Droga wiodła wzdłuż kanionu Colca. Jednak dopiero po dotarciu na miejsce można było w pełni podziwiać piękno kanionu. Ok godziny 10 nad kanionem pojawiły się majestatycznie szybujące kondory. Ich widok na tle malowniczego kanionu zapierał dech w piersiach i chyba do końca życia pozostanie w pamięci


Rozmiar: 1847 bajtów

NASCA

Wieczorem wsiedliśmy do autokaru linii Cruz de Sol i pojechaliśmy do Nasca (bilet kosztował 35 soli). Z samego rana wykupiliśmy bilet ($38) na zwiedzanie okolic Nasca.

Rozpoczęliśmy od zwiedzania ogromnego cmentarza Indian z okolic Nasca. Oprócz kilku 'wzorcowych grobów' na ogromnym terenie były porozrzucane setki tysięcy kości przodków obecnych mieszkańców Peru. Profanacji grobów dokonali rabusie szukający cennych przedmiotów.

Kolejnym etapem była kopalnia - muzeum złota. Właściciel kopalni w interesujący sposób przedstawił tradycyjne metody uzyskiwania drogocennego kruszcu. Przodkowie Indian z okolic Nasca

Następnie udaliśmy się do pracowni garncarskiej. Naczynia wytwarzane są tam w taki sam sposób w jaki robili to Indianie przed wiekami.

Na koniec pozostał gwóźdź programu - Linie Nasca. Obserwowaliśmy je z pokładu Cesny. Do tej pory zastanawiam się jak w jaki sposób twórcy wykonali owe ogromne 'rysunki' z zachowaniem doskonałych proporcji i kształtów. Zgodnie z dzisiejszą wiedzą na temat Indian zamieszkujących okolice Nasca nie byli oni w stanie podziwiać poszczególnych etapów i całości swojej pracy z wysokości. A tylko z lotu ptaka linie Nasca układają się w konkretne kształty. W trakcie wycieczki przewodnik przytoczył nam dwie hipotezy:


Rozmiar: 1847 bajtów

WYSPY BALLESTAS, PARACAS I TREPANACJE CZASZEK

Z Nasca pojechaliśmy do Pisco. W autobusie spotkaliśmy dwie niebrzydkie Peruwianki. Pomogły nam znaleźć nocleg w Pisco. Na kolacje po raz pierwszy w życiu jadłem ośmiornice. Bardzo dobre, polecam.

Następnego dnia popłynęliśmy motorówką na wyspy Ballestas. Z oceanu mogliśmy podziwiać słynny (chociażby z pocztówek)znak w kształcie świecznika. Wyrzeźbiony został na pustynnym wybrzeżu. Przewodnik powiedział, że prawdopodobnie służył żeglarzom jako drogowskaz.

Po kilkudziesięciu minutach dopłynęliśmy do wysp. Zostałem zauroczony bogactwem fauny. Ogromne ilości egzotycznego ptactwa np. flamingi i pelikany. Ale najbardziej podobały mi się lwy morskie. Zwierzęta te wylegiwały się na przybrzeżnych skałach. Zazwyczaj 1 samiec w otoczeniu kilku do kilkunastu samic. PelikanLwy morskie z zupełną obojętnością odnosiły się do turystów. Jedynie młode osobniki podpływały do motorówek i zdawały się pozować do zdjęć.

Następnie udaliśmy się do rezerwatu Paracas. Najciekawszymi punktami wycieczki były:


Rozmiar: 1847 bajtów

LIMA PO RAZ DRUGI

Ostatni dzień wyprawy spędziliśmy w Limie. Udaliśmy się do Muzeum Złota i Broni. Płacąc 25 soli obejrzeliśmy ogromne ilości militariów z różnych epok i krajów. Było bardzo dużo broni, orderów, mundurów hitlerowskich. Jednak znacznie ciekawsze były eksponaty ze złote i figurki erotyczne wykonane przez Indian kilka wieków temu. Figurki erotyczne prezentowały ogromne ilości najróżniejszych pozycji seksualnych.

Po zwiedzeniu muzeum udaliśmy się do centrum miasta. Obejrzeliśmy tam pałac prezydencki, katedrę, kilka kościołów. Jednak ogólne wrażenie, ze Lima (podobnie jak Warszawa) jest brzydkim miastem pozostało.

I w ten sposób zakończyliśmy wyprawę do Peru. Trwała jedynie miesiąc, zdecydowanie za krótko. Jak do tej pory była to 'wyprawa mojego życia'.


Rozmiar: 1847 bajtów

DODATKOWE INFORMACJE


Rozmiar: 1847 bajtów

Kilka słów o Peruwiańczykach

Ludzie są znacznie bardziej sympatyczni i mniej agresywni niż Polacy. Wiedza Peruwiańczyków o Polsce ogranicza się do Ojca Świętego i Malinowskiego. Zresztą trudno się temu dziwić. Zapewne wiedzą Polaków o Peru zapewne ogranicza się do Malinowskiego i Świetlistego Szlaku. Co jest stolicą Peru - może 25% dorosłych Polaków zna odpowiedź na to pytanie. Peruwiańczycy z sympatią odnoszą się do Europejczyków. Wielu młodych obywateli Peru marzy, żeby wyemigrować do Francji, Anglii itp. Natomiast Amerykanie i Żydzi nie cieszą się ich sympatią.

Rozmiar: 1847 bajtów

Moda

Pominę obowiązującą powszechnie w Peru modę na jeansy. Starsze osoby w terenów górskich przywiązane są do miejscowych tradycji. Kobiety noszą, bluzki, kapelusze i szerokie spódnice, zazwyczaj tuż za kolana. Taki ubiór jest zwykle w tonacji czerwonej lub bordowej.

Rozmiar: 1847 bajtów

Architektura współczesna

Większość budynków w miastach południa Peru wygląda skromnie. Przeważnie są to parterowe domy kryte blachą lub tamtejszą słomą. Zapewne wynika to z możliwości finansowych mieszkańców i klimatu. Rozmiar: 1847 bajtów

Ruch drogowy i zwyczaje kierowców w Peru

W czasie pobytu w Peru można zauważyć niespotykane na polskich drogach zwyczaje kierowców i zasady (a w zasadzie ich brak) ruchu drogowego:

  1. kierowcy peruwiańscy praktycznie bez przerwy używają klaksonów np. dojeżdżają do skrzyżowania i trąbią
  2. samochody są parkowane na środku ulicy, a nie przy krawężnikach.

Na ulicach praktycznie nie ma znaków. Na skrzyżowaniach obowiązuje zasada, kto pierwszy wjedzie ten lepszy. Piesi nawet na pasach nie mają pierwszeństwa. Mimo dość luźnych zasad ruchu drogowego nie widziałem w Peru ani jednej stłuczki.

Rozmiar: 1847 bajtów

Przykładowe ceny